



Gorąco jak cholera, ale taki urok egipskiego lata. Najważniejsze, że wieje wiaterek, który powoduje, że spokojnie można sobie siedzieć na basenie lub nad morzem.
Rozrywka
Julia szaleje całe dnie w wodzie, niestety przeważnie tylko w tym płytkim basenie dla dzieci. Większy basen np. z falami, który również mamy w Sindbad Aqua Park, jakoś ją przeraża - strasznie asertywna dziewczynka z niej. Poza tym uwielbia robić doły i babki z piasku, a wieczorkiem, jak już słoneczko zajdzie - spacerować po sklepikach, jak każda kobieta chyba ;-)
Mati szaleje na zjeżdżalniach - niektóre z nich są wręcz ekstremalne :-). Poza tym ukończył szkółkę wind surfing'u i teraz codziennie pływa na desce. Przyznam, że wychodzi mu to coraz lepiej i obawiam się, że jak złapie bakcyla to będzie problem po powrocie :-)
My - łapiemy brąz ... hehe ten niby o innym odcieniu niż łapany nad brudnym, zimnym polskim morzem. Generalnie oddajemy się błogiemu lenistwu, z dala od codziennych obowiązków i trosk.
Hotel / obsługa
W porównaniu z naszymi zeszłorocznymi wakacjami nad Bałtykiem, polskie hotele, a w szczególności ich obsługa, wypadają tragicznie. Nie wspominam o pogodzie, bo wiadomo, że tu gdzie jesteśmy jest gwarantowana. Generalnie płacisz "trochę", ale przynajmniej wiesz za co. Czysto w hotelu i jego otoczeniu, aż się świeci. Na każdym kroku "Hello my friends" :-) Wszyscy uśmiechnięci, uprzejmi, podadzą, odniosą i - co najważniejsze - nie są natrętni. Jak nie dasz dolara to nie ma sprawy, jak dasz to super - będzie co piętnaście minut pytał, czy coś nie potrzeba. Owszem, jak pojechaliśmy do centrum miasta, a jesteśmy w Hurghadzie, to nie jest już tak pięknie i kolorowo, ale po co tam jechać jak wszystko mamy na miejscu :-).
Posiłki
Jedzenie jest niezłe, jak dla nas nieco za dużo soli i przypraw, ale ujdzie. Julia nawet zupki jada, ale Ja już tęsknie za rosołkiem, ziemniaczkami i schabikiem :-).
Alkohole
Piwo - znośne, smakuje nieźle, choć nie wiedzieć czemu takie słabiutkie. Wypiłem jednego dnia chyba z 10 i nawet nie poczułem go w głowie. Zaczynam się zastanawiać, czy aby nie jest bezalkoholowe.
Wino - czerwone wytrawne - lekkie, jednym słowem bardzo mi smakuje. Jest jeszcze białe - muszę popróbować, więc dopisze jak mi smakowało
Vodka - dobra wódka do drinków, bo tylko pod tą postacią próbowałem. Mandarynce mojej bardzo smakuje, może dlatego, że zawsze przynosi jej do leżaczka egipski przystojniaczek ;-)
Inne
Jedyne co mnie irytuje to handlarze i sklepikarze ... ci to mają zdrowie. Codziennie "urodziny",albo jego żona właśnie rodzi i "dziś jest zajebista cena madame" ... męczące to jest, ale żyją z turystki i muszę przyznać, że mają zacięcie do tego, mnie by się znudziło po 3 tygodniach takiego gadania.
Osobnym tematem jest ruch uliczny ... Ja pierdzielę, jak oni jeżdżą, chyba nie obowiązują tu żadne przepisy, no może za wyjątkiem ruchu jednokierunkowego. Podstawowe narzędzie pracy kierowcy to klakson używany non stop. Jechaliśmy z takim taksówkarzem, który tylko się śmiał i trąbił. Mandaryna bała się jechać i prawie wysiadała w połowie drogi :-).
Jeśli zaś chodzi o tzw. zemstę Faraona, to owszem, jest coś takiego i powiem więcej ... dopadła Mandarynę w trzecią dobę. Biedactwo cały dzień miała wyrwany z życiorysu - była słaba, senna, no i ten ból brzucha. Prawdą jest również, że nasze rodzime leki nic nie pomagają. Za to ich lekarstwa ... wzięła 3 dawki i na drugi dzień już śmigała na basenie. Na szczęście, dzieciaki i mnie Faraon oszczędził ;-)
